Poland

Archaeologists working in Poland

Projekt Kolegiata, dzień 66, nie pierwszy i nie ostatni (i nie naruszony złą magią liczb)

Po 66 dniach pracy dzielnie odkrywamy pozostałości dawnej kolegiaty miejskiej pw. Św. Marii Magdaleny. Praca nie jest łatwa, ale dla nas jest tym, co każdy dzień czyni wyjątkowym i niepowtarzalnym. Nie wiemy co dziś odkryjemy i nie martwimy się tym… Wiemy, że będzie dobry. Do tej pory najważniejszy kościół lewobrzeżnego Poznania był bardzo hojny. Mamy już ponad tysiąc zabytków. Filary z wczesnej gotyckiej fazy zabudowy oraz elementy zabudowy pochodzące z XV wieku, które najprawdopodobniej wyznaczały zakończenie nawy głównej od strony zachodniej.

A dzisiejszy dzień, taki jak co dzień przy odkrywaniu niecodziennych zabytków:

700 – odpieczętowaliśmy bramę, a konkretnie zrobił to nieoceniony Andrzej Sikorski, który czuwa nad wszystkim od rana.

Projekt Kolegiata 01

 

Rowery zostały zaparkowane, są dowodem na to, że nasi pracownicy dbają o kondycję nie tylko w pracy, ale też w drodze do niej.

Projekt Kolegiata 02

 

Kaski już czekają w pogotowiu, aby chronić cenne głowy.

Projekt Kolegiata 03

 

Kopanie jest tylko dodatkiem do ciągłego zastanawiania się co zrobić, jak wydobywać cenne znaleziska i jak je zabezpieczać. Zaraz po otwarciu bramy przyjeżdżają łopaty, dziennik zostaje otwarty na kolejnej stronie, drabiny ustawione i możemy zaczynać…

Projekt Kolegiata 04

Projekt Kolegiata 05

Projekt Kolegiata 06

Po pierwszych ruchach łopaty już trzeba ją odstawić i zająć się skrupulatnym wyczyszczeniem zębów naszego poznańskiego przodka (tak zresztą od rana wypada).

Projekt Kolegiata 07 Projekt Kolegiata 08 Projekt Kolegiata 09

A praca przynosi wciąż nowa wyzwania, akurat dziś brama nieco zaniemogła, trzeba jej pomóc, co czyni bardzo delikatnie (choć z młotkiem) Artur Dębski.

Projekt Kolegiata 10

Powoli przesiana ziemia z wykopu jest wydobywana na powierzchnię, ale to nie wystarczy.

Projekt Kolegiata 11

Mateusz Sikora z pietyzmem przegląda jeszcze każdą piędź, aby nic co cenne nie zostało przeoczone…

Projekt Kolegiata 12

A w wykopie musimy każdorazowo sprawdzić czy pod kolejnym fragmentem muru znajdują się jego dalsze części.

Projekt Kolegiata 13'

W tym czasie w bazie trwa pilna i czasochłonna praca nad dokumentacją. Wszystko musi się zgadzać…

Projekt Kolegiata 13a

Powoli też przybywają wyczyszczone i umyte fragmenty architektury, muszą wyschnąć przed umieszczeniem ich w pudłach i ostatecznym opisaniem.

Projekt Kolegiata 14

W tym czasie nie próżnuje też kierownik, Marcin Ignaczak, który idzie do Urzędu Miasta ustalać ostateczne szczegóły aneksu, dzięki któremu powiększymy zasięg naszych prac.

Projekt Kolegiata 15

W tym samym czasie na wykopie melduje się firma Skip.

Projekt Kolegiata 16

Wyczyszczona i przesiana oraz sprawdzona przez Mateusza ziemia musi opuścić plac, aby zrobić miejsce dla następnych wiader wydobywanych z wykopu…

Projekt Kolegiata 24

A na wykop wkraczają rysownicy… Kolejna warstwa zdjęta i wyczyszczona. Trzeba narysować i zmierzyć poziomy. Wszystko musi się zgadzać.

Projekt Kolegiata 17 Projekt Kolegiata 18

Tylko jeszcze ostatnie doczyszczenie naszego kolejnego zmarłego, który przed wydobyciem musi zostać dokładnie udokumentowany.

Projekt Kolegiata 19 Projekt Kolegiata 20 Projekt Kolegiata 21

A w tym czasie kierownik badań, wykorzystując przerwę, już poszedł na chwilę do Muzeum i na Uniwersytet, żeby dopilnować wszystkich spraw administracyjnych. Bez tego niestety nie da się kopać…

Projekt Kolegiata 22 Projekt Kolegiata 23

A w przerwie cień poszukiwany, szukamy go wszędzie i choć jest barak., najlepiej złapać go pod najpłytszą ścianą nowego wykopu.

Projekt Kolegiata 26

A w tym czasie wysuszone i oczyszczone szczątki poznaniaków czekają na transport do antropologów. Przed powtórnym pochówkiem muszą ich przebadać profesor Piontek i pani Iwanek.

Projekt Kolegiata 25

Trzeba tylko wszystko szczegółowo opisać i zanotować w dzienniku. Bez chwili wytchnienia robi to Andrzej Sikorski.

Projekt Kolegiata 27

W jego dzienniku wszystko zawsze się zgadza. Teraz musimy już tylko pozbierać narzędzia.

Projekt Kolegiata 28

Minął dzień jak co dzień, ale na wykopaliskach nie ma dnia jak co dzień… Więc minął kolejny nasz wielki dzień przy pracy, którą naprawdę kochamy…

Archeologia gabinetowa – kilka słów o badaniach zabytków spektrometrem XRF

Ręczny spektrometr XRF (po lewej) wykorzystywany do gabinetowych analiz materiałów ceramicznych.

Ręczny spektrometr XRF (po lewej) wykorzystywany do gabinetowych analiz materiałów ceramicznych.

Archeologia ma wiele twarzy. Jedną z nich są badania laboratoryjne materiałów archeologicznych, na przykład drogą nieinwazyjnych analiz chemicznych. Trzeba przyznać, że dzień powszedni archeologa zajmującego się badaniem próbek jest dość monotonny. Po rozłożeniu ręcznego spektrometru XRF, który umożliwia poznanie składu chemicznego artefaktu, rozpoczyna się seria analiz. Należy wykonać ich co najmniej kilka dla jednego przedmiotu, aby wyeliminować potencjalne zakłócenia, na przykład wpływ domieszki w przypadku materiałów ceramicznych. Artefaktów czekających w kolejce zwykle są setki, więc mocna kawa jest wskazana. Bez wątpienia analizy są najbardziej żmudną częścią całego procesu badawczego. W międzyczasie wykonuje się bazę danych. Potem należy wykorzystać metody statystyczne, aby opracować dane uzyskane w trakcie badań spektrometrem. Efekty mogą być obiecujące: możliwe jest wydzielenie grup wśród drobnych ułamków ceramiki, które zazwyczaj nie są przedmiotem dogłębnych studiów. Zawsze jednak lepiej użyć innej metody, np. tradycyjnej typologii, czy obserwacji mikroskopowych, by kontrolować uzyskane rezultaty. Powstający w ten sposób bank informacji pozwala porównywać między sobą skład chemiczny wytworów ludzi z przeszłości i wnioskować o sposobie produkcji, użytych materiałach, a nawet pochodzeniu przedmiotów i drogach wymiany. Nie ma w tym romantyzmu i emocji, jakie towarzyszą pracy w terenie, ale satysfakcja z poznania nowych, nieznanych dotychczas danych może być duża.

Michał Krueger

Nie jestem archeologiem

Już drugi raz odbywa się Dzień Archeologii  w Polsce. Nie jestem archeologiem a bliżej poznałam specyfikę zawodu przez kontakty rodzinne. Sądzę, że jest to fascynująca i niedoceniana profesja, wymagająca wiele poświęcenia, często żmudnej i niewdzięcznej pracy.Społeczeństwo niewiele wie o szczegółach pracy archeologa, więc tym bardziej widzę potrzebę rozpowszechniania wartości i wagi zawodu. Misja zachowania wiedzy o przeszłości, która przyświeca jej przedstawicielom jest mi bardzo bliska.Wszak przeszłość lubi cyklicznie się powtarzać, więc znając przeszłość można przewidzieć co czeka nas w przyszłości.

Gorąco pozdrawiam wszystkich ludzi z pasją, dla których misja jest priorytetem.

Serdeczne dzięki organizatorom-wolontariuszom!

Agnieszka P.

Grunwald – “z miłości do historii”

grunwald3
Dni Grunwaldu, nieodzowny element każdego roku.
Miejsce spotkań setek ludzi, na co dzień lub od święta zaangażowanych w rekonstrukcję historyczną i archeologię eksperymentalną. Niektórzy ze światem “reko” są związani zawodowo, niektórzy tylko i aż hobbistycznie. Ja tu trafiłam 8 lat temu z miłości do historii. Wieki średnie wciągnęły mnie do cna. W między czasie wykształciłam się historycznie i archeologicznie. Odtwórstwo jest dla mnie sposobem na życie – osobiste i zawodowe.

Pozdrawiam, Emilia

grunwald1 grunwald2 grunwald4 grunwald6 gunwald5

Skarb na 1050-lecie chrztu Polski (wczesnośredniowieczny skarb z Kunic, pow. słubicki, koniec X w.).

 

(Wpisany przez Paweł Kaźmierczak)

Treasure

Coin

 

Skarb znaleziono dzięki przypadkowemu odkryciu, o którym niezwłocznie powiadomiono pracowników Muzeum w Gorzowie Wielkopolskim. W dniu 9 X 2015 Piotr Świder i Sławomir Żyliński, mieszkańcy Słubic, przekazali wczesnośredniowieczne srebrne monety znalezione podczas spaceru z psem. Odkrycia dokonano w niewielkiej miejscowości Kunice, położonej nad Odrą, 10 km na południe od Słubic, w pobliżu miejsca, w którym Ilanka wpada do Odry. Dalsze prace nad pozyskaniem, jak się okazało w trakcie badań, znacznie rozproszonego w ziemi depozytu prowadzono w 2015 i 2016 roku, przy pomocy licznej grupy osób zainteresowanych tak niecodziennym odkryciem. Skarb jest typowy dla depozytów z okresu wczesnego średniowiecza, gdzie występują monety całe i liczne fragmenty monet i ozdób.

W skład znaleziska wchodzi 289 monet i fragmentów monet oraz ozdób. Najstarszymi i najtrudniejszymi do identyfikacji są arabskie dirhemy datowane na IX i X w. W sumie pozyskano 54 fragmenty monet arabskich różnej wielkości. Najliczniejszą grupą monet są pierwsze i najstarsze typy denarów krzyżowych pozyskane w ilości 72 (2 poł. X w.) oraz denarów Ottona i Adelajdy w ilości 40 (wybijanych po 983 r.). Są to monety niemieckie, wybijane w dużej ilości w mennicach saskich, ale znajdowane na terenie Polski oraz na terenach zamieszkiwanych wówczas przez Słowian Połabskich, gdzie zdominowały ówczesny rynek monetarny.

Najciekawszymi monetami wydają się być monety czeskie, niemieckie i duńskie, najbardziej pomocne w ustaleniu dokładnej chronologii skarbu. Stosunkowo duża ilość monet czeskich, około 40 monet i fragmentów monet, głównie monety księcia Bolesława II Pobożnego (972/3-999) z mennicy w Pradze i królowej Emmy (985-995), wskazuje na duże wpływy czeskie na pograniczu śląsko-lubuskim, gdzie są położone Kunice. Równie liczną grupą monet są monety niemieckie. Chyba najliczniej reprezentowane są monety bawarskie Henryka II Kłótnika (955-976, 985-995) z mennicy w Ratyzbonie. Kolejną grupą monet niemieckich są monety cesarza Ottona II (973-983) oraz Ottona III (983-1002) z mennic w Kolonii i Dortmundzie.

Ciekawostką jest 5 monet duńskich tzw. półbrakteaty z Hedeby (X w.).

W depozycie razem z monetami wystąpiło też srebro niemonetarne w postaci fragmentów ozdób oraz sztabki i drutu ze śladami nacięć.

Wartość skarbu podnosi rzadko spotykana różnorodność tego wyjątkowego depozytu, nie zawsze widoczna w znaleziskach z okresu wczesnego średniowiecza.

Wśród monet na szczególną uwagę zasługują, nie tylko ze względu na wygląd, najstarsze odmiany denarów krzyżowych, duże srebrne monety o średnicy ok. 2,2 cm, wybite z kruszcu o bardzo wysokiej próbie srebra.

Właścicielem skarbu był zapewne zamożniejszy członek lokalnej społeczności lub kupiec. W pobliżu miejsca znalezienia skarbu są osady i niewielkie grodziska słowiańskie, zarówno na wschód, jak i zachód od Odry. W odległości około 20 km znajdują się duże słowiańskie grodziska w Lubuszu i Tarnawie Rzepińskiej.

Niestety zakopany na niewielkiej głębokości i zapewne w glinianym naczyniu ponad 1000 lat temu skarb, uległ w międzyczasie dużemu rozproszeniu. Wobec tego poszukiwania prowadzono głównie przy pomocy wykrywacza metalu.

Obecnie trwają prace nad konserwacją i inwentaryzacją skarbu, ale wstępnie dzięki pomocy dr. Tadeusza Szczurka określono większość monet. Skarb z czasów wczesnopiastowskich można obejrzeć do końca sierpnia na ekspozycji w głównej siedzibie Muzeum w Gorzowie Wielkopolskim w willi na ul. Warszawskiej 35.

Znalezisko wydatowano na koniec X w., na przełom panowania Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Dzięki przypadkowemu odkryciu i pasji wielu osób bardzo zaangażowanych w dalsze poszukiwania przy pomocy wykrywacza metalu, do zbiorów muzealnych na obszarze województwa lubuskiego trafił pierwszy skarb wczesnośredniowieczny. Wyjątkowe podziękowania należą się znalazcom pierwszych monet oraz wolontariuszom z Gorzowa Wielkopolskiego, Słubic, Deszczna i Sulęcińskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii Denar, dzięki którym były możliwe poszukiwaniu skarbu.

 

razem: 289 (58+211)

monety arabskie – 0+54

monety czeskie, niemieckie, duńskie, angielskie – 10+71

denary Ottona i Adelajdy – 25+15

denary krzyżowe – 22+50

słowiańskie naśladownictwa monet zachodnich – 1+2

monety nieokreślone – 0+19

srebro niemonetarne – 0+20

M01

 

M02

M03M04M05M06M07M08

Racibórz – praktyki studenckie

Praca archeologa ma swoje uroki jak i znoje. Sezon wykopaliskowy zaczyna się wraz z ustąpieniem śniegów  a kończy z ich powrotem.

13871752_10208682182104874_1375208195_n

Dlatego archeolodzy muszą borykać się z częstokroć trudnymi warunkami atmosferycznymi, które maja swoje konsekwencje dla ich kondycji psychofizycznej. Bardzo ważną rolę dla higieny pracy odgrywają zatem morale grupy..

a o te w Raciborzu dbał Paweł..

13823606_10208682183144900_810711717_n

 

Pozdrawiam serdecznie,

Dorota G.

Festiwal Nauki i Sztuki – studenci w akcji

Dużym  wyzwaniem współczesnej archeologii jest popularyzacja nauki, zarówno u najmłodszych, jak i tych starszych. Na pozańskim festiwalu nauki i sztuki studenci KNSA UAM przygotowali wiele atrakcji wymagających zaangażowania zarówno umysłowegi jak i fizycznego. Z  miłym zaskoczeniem odkryli, że przygotowane przez nich inscenizowane stanowisko archeologiczne przyciągnęło uwagę nie tylko głodnej wiedzy młodzieży! Bakcyla połknęła też nieco starsza widownia…a dodajmy, ze był to bardzo słotny luty.

13838410_10208682177144750_1188928246_o13839849_10208682177584761_523354806_o

 

pozdrawiam serdecznie,

Dorota G.

Dzień z życia archeologa nieinwazyjnego

Pytanie co robi archeolog w lipcu może wydawać się banalne, a odpowiedź trywialna. Każdy przecież wie, że lato to czas prowadzenia badań wykopaliskowych i wszyscy archeolodzy pracują w terenie, a ich dzień jest wypełniony odkrywaniem śladów przeszłości i ich dokumentowaniem.

Ale nie do końca tak jest. Są archeolodzy, którzy preferują nieinwazyjne metody badań i w lipcu zajmują się inną działalnością. Archeologia nieinwazyjna, zgodnie z Konwencją Maltańską (1992), ukierunkowuje swoje badania na poznawanie przeszłości bez ingerencji w znajdujące się in situ obiekty i warstwy kulturowe. Celem zatem jest rozpoznanie zalegających w ziemi reliktów bez ‘wbijania łopaty w ziemię’. Czy jest to zatem jeszcze archeologia? Oczywiście jest – archeologią jest bowiem poznawaniem przeszłości człowieka przy wykorzystaniu, m.in. reliktów kultury materialnej.

Archeologia nieinwazyjna bazuje na możliwości identyfikacji wielu aspektów kultury materialnej bez naruszania warstw, w których się one znajdują. Metody takich badań były znane już od bardzo dawna, lecz właśnie od czasu uchwalenia Konwencji Maltańskiej, ich stosowanie w archeologii stało się coraz szersze. Do najstarszych metod nieinwazyjnych należą zdjęcia lotnicze, które dla celów archeologicznych wykonywane były już w 1899 roku (Forum Romanum). Również metody geofizyczne (np. elektrooporowa, magnetyczna) znane były od wielu lat. Dziś, m. in. dzięki wytycznym Konwencji Maltańskiej, wprowadzane są nowe metody nieinwazyjne, np. lotnicze skanowanie laserowe, GPR czy zobrazowania satelitarne.

To tyle wprowadzenia. Spośród wielu różnych metod nieinwazyjnych zajmuję się szczególnie intensywnie zdjęciami lotniczymi w archeologii. I z tym wiąże się też wiele nieporozumień. Nie do końca jest tak, że wystarczy polecieć i zrobić zdjęcie. Szczególnie teraz, gdy jest wielu użytkowników dronów, można sądzić, że metoda jest dostępna dla każdego. Oczywiście jest dostępna, ale trzeba dysponować określoną wiedzą i doświadczeniem, by móc efektywnie ją wykorzystywać w archeologii.

Lipiec to w wielu regionach Polski najlepszy czas na wykonywanie zdjęć lotniczych, które pozwalają na zidentyfikowanie śladów przeszłej działalności człowieka. I trzeba się bardzo spieszyć, gdyż żniwa na dłuższy czas blokują możliwość efektywnego rekonesansu lotniczego. Dlaczego? To właśnie rośliny (w szczególności zboża) najlepiej ‘pokazują’ to co zalega pod powierzchnią ziemi. Ścięte zboża oznaczają ‘zaniknięcie’  pośrednika pomiędzy przeszłością a archeologiem.

Zatem do pracy, trzeba się spieszyć by rolnik nie ‘usunął’ nam przeszłości z pola widzenia. Pośpiech jest ważny, ale trzeba się też dobrze przygotować. Co należy przemyśleć i zorganizować, by względnie skutecznie przeprowadzić rekonesans lotniczy? Jest kilka etapów pracy. Zatem po kolei:

  • Planowanie rekonesansu – należy zastanowić się w jakim rejonie chcemy wykonać rozpoznanie lotnicze. Niezbędne zatem są mapy (papierowe lub cyfrowe), na których oznaczony mamy rejon naszego badania. Kolejnym elementem planowania jest wybór samolotu i lotniska, z którego warto polecieć. Nie zawsze jest tak, że lotnisko znajdujące się bliżej jest dogodniejsze. Ceny tam mogą być bowiem wyższe, niż na lotnisku bardziej oddalonym. Liczy się rachunek kosztów! Planowanie musi uwzględnić wybór terminu lotu. Już wiemy, że lipiec bywa sprzyjający, ale którego dnia? Warto zapoznać się z prognozą pogody! Fotografowanie, gdy mamy do czynienia z pełnym zachmurzeniem lub nawet deszczem nie jest sprawą optymalną.
  • Przygotowanie sprzętu – oczywiście chodzi tu o sprzęt, którym dysponuje archeolog, gdyż za samolot będzie odpowiedzialny pilot. Niezbędny jest aparat fotograficzny (na wszelki wypadek warto zabrać dwa!), zapas baterii, wspomniane mapy i GPS (w niektórych aparatach GPS jest wmontowany). W przypadku wyboru samolotu należy pamiętać, by wybrać górnopłat (Ryc. 1).

Ryc. 1. Górnopłat – bardzo dobry samolot do wykonywania zdjęć lotniczych dla celów archeologicznych

Ryc. 1. Górnopłat – bardzo dobry samolot do wykonywania zdjęć lotniczych dla celów archeologicznych

  •  Uzgodnienie lotu, wyjaśnienie pilotowi na czym polega zadanie (nie zawsze pilot wierzy, że musi wykonywać ‘dziwne’ akrobacje w powietrzu, np. ostre skręty ze skrzydłem ustawionym prawie prostopadle do ziemi!). Należy po raz kolejny sprawdzić cały sprzęt, zgrać czas w aparacie fotograficznym i w GPS (jeżeli są to osobne urządzenia) i… można lecieć. Za lot z pewnością odpowiedzialny jest pilot, więc archeolog nie może wymuszać na nim żadnej decyzji! Bezpieczeństwo lotu jest ważniejsze niż wykonanie zadania!To lecimy. Wykorzystanie GPSa pozawala na rejestrację trasy lotu i określenie o której w którym miejscu byliśmy (Ryc. 2).
Ryc. 2. Trasa lotu zarejestrowana przy pomocy GPSa

Ryc. 2. Trasa lotu zarejestrowana przy pomocy GPSa

Długa trasa! Sporo pracy! A tu niespodzianka – prognoza pogody się nie sprawdziła!!!! Zamiast błękitnego nieba mamy burzę i deszcz!!

Nie sprzyja to pracy i efektywności rekonesansu, ale… jest efektownie – podwójna tęcza J (Ryc. 3). Trzeba uważać, zmodyfikować plan.

Ryc. 3. Tęcza z perspektywy samolotu może wyglądać trochę inaczej

Ryc. 3. Tęcza z perspektywy samolotu może wyglądać trochę inaczej

Koniec kontemplacji wrażeń! Należy się skupić na archeologii. Czy w tym roku (niezbyt suchym) rośliny pokazują to co jest pod ziemią? Jakie warstwy się zachowały? Jest! (Ryc. 4)

Ryc. 4. Świetne stanowisko! Strzałka pokazuje zarys fundamentów chaty zbudowanej na planie trapezu. Takie domy budowały społeczności pierwszych rolników zamieszkujących tereny Niżu Polskiego. Można się zastanowić ile czasu by zajęło archeologom ‘kopiącym’ znalezienie takiego domu i jego wykopaliskowa eksploracja?

Ryc. 4. Świetne stanowisko! Strzałka pokazuje zarys fundamentów chaty zbudowanej na planie trapezu. Takie domy budowały społeczności pierwszych rolników zamieszkujących tereny Niżu Polskiego. Można się zastanowić ile czasu by zajęło archeologom ‘kopiącym’ znalezienie takiego domu i jego wykopaliskowa eksploracja?

Ale czy wszystko co widać jako wyróżnik roślinny to ślady przeszłej działalności człowieka? (Ryc. 5)

Ryc. 5. Lepiej taki ślad zarejestrować. Można później innymi metodami nieinwazyjnymi zweryfikować ten obraz.

Ryc. 5. Lepiej taki ślad zarejestrować. Można później innymi metodami nieinwazyjnymi zweryfikować ten obraz.

Czas wracać na lotnisko. Lot był długi – około 5 godzin! Dużo było ‘kręcenia’! (Ryc. 6)

Ryc. 6. Ślad GPS pokazuje jak intensywne było latanie, ile skrętów w różnych kierunkach.

Ryc. 6. Ślad GPS pokazuje jak intensywne było latanie, ile skrętów w różnych kierunkach.

Jestem zmęczony! 5 godzin w samolocie, cały czas skupienie uwagi, nawigacja, obserwowanie pól i poszukiwanie stanowisk archeologicznych, ciągła interpretacja, decyzja co i jak fotografować i w końcu wykonanie zdjęć! Uff! Satysfakcja – owszem jest, jeżeli udało się zidentyfikować i sfotografować interesujące stanowiska. Ale trzeba się spieszyć! Jutro kolejny lot, bo… (Ryc. 7)

Ryc. 7. Żniwa trwają i kombajny ‘likwidują’… ślady przeszłości. Następne mogą się pojawić dopiero za rok!

Ryc. 7. Żniwa trwają i kombajny ‘likwidują’… ślady przeszłości. Następne mogą się pojawić dopiero za rok!

A tu jeszcze wieczorem trzeba opracować wykonane zdjęcia (dziś było ich 580!) i przygotować kolejny lot! Na interpretację zdjęć przyjdzie czas…. w długie jesienne i zimowe wieczory! Archeologia lotnicza to nie tylko jeden dzień przyjemnego lotu.

WŁODZIMIERZ RĄCZKOWSKI (UAM w Poznaniu)